MAREK KOTERSKI 06.11.2017

Marek Koterski
Marek Koterski w młodości chciał być malarzem i historykiem sztuki. Niewiele brakowało, by został doktorem filologii polskiej i szacownym akademikiem. Po wielu życiowych poszukiwaniach wreszcie trafił do łódzkiej „filmówki”. Ogromna wrażliwość na słowo popchnęły go do tworzenia własnych scenariuszy, pisanych pierwotnie jako sztuki teatralne. Od początku swojej kariery pozostawał wierny zasadzie, by ekranizować wyłącznie własną twórczość.

Pracę jako reżyser rozpoczął od filmów dokumentalnych, by w 1984 roku zadebiutować fabułą „Dom wariatów”. Tam pierwszy raz przedstawił nam Adasia (Michała) Miauczyńskiego, alter ego reżysera (podobieństwo nazwisk nie jest przypadkowe), neurotyka, frustrata i nieudacznika, wiecznie szukającego idealnej miłości i nie roszczącego sobie praw do kreowania zdarzeń we własnym życiu.  Dwa lata później powstaje „Życie wewnętrzne”. Oba filmy są laureatami licznych nagród, w tym za najlepszy debiut, oba też są właśnie poddawane cyfrowej rekonstrukcji, by mogły odzyskać dawny blask. Losy Miauczyńskiego, w którego wcielali się różni aktorzy, w tym: Marek Kondrat, Cezary Pazura i Robert Więckiewicz,  mogliśmy oglądać również w kolejnych filmach Marka Koterskiego. Ostatni z nich, „Baby są jakieś inne”, miał swoją premierę jesienią 2011 r.  

„Dom wariatów” (1984) stanowi rozliczenie reżysera z domem rodzinnym i panującą w nim toksyczną atmosferą. Grany przez Kondrata Adaś wraca do domu rodzinnego, gdzie z rosnącą irytacją obserwuje rodziców, których jedynym celem jest, jak się wydaje, uprzykrzanie sobie nawzajem życia. Patrząc na tę uroczą patologię z łatwością zrozumiemy wszystkie neurozy i narastające z wiekiem obsesje bohatera, który właściwie sam już nie wie, czy to, na co patrzy to rzeczywistość, czy tylko projekcja jego chorego umysłu. Przesycony czarnym humorem i absurdami życia codziennego film przywodzi na myśl stworzony piętnaście lat później przez Marcina Koszałkę dokument „Takiego pięknego syna urodziłam”.

„Życie wewnętrzne” (1986) to ciąg dalszy losów Miauczyńskiego. Uwięziony w swoim bezbarwnym życiu, zamknięty w czterech ścianach betonowego blokowiska z niekochaną żoną i zestawem powtarzalnych, męczących rytuałów, pogłębia swoją frustrację, która coraz częściej przeradza się w niekontrolowaną agresję. Świadomy nędzy swojej egzystencji nie robi jednak nic, by zmienić istniejące status quo. Rozczarowany swoim życiem erotycznym, czy raczej jego brakiem, ucieka w świat seksualnych fantazji, w którym prym wiodą sąsiadki. Jedynym elementem odbiegającym od codziennej rutyny mieszkańców bloku jest grasujący w nim „wampir” molestujący kobiety. Czy to możliwe, że napastnikiem jest Miauczyński, jak utrzymuje jedna z sąsiadek?